MEDAL BENEMERENTI IN OPERE EVANGELIZATIONIS DLA ELŻBIETY WRYK I WANDY SOCHY

PANI ELŻBIETA WRYK WYRÓŻNIONA MEDALEM

 BENEMERENTI IN OPERE EVANGELIZATIONIS

 

W dniu 23 października pani Elżbieta Wryk, była misjonarka świecka diecezji tarnowskiej, otrzymała medal „Benemerenti in Opere Evangelizationis”, przyznawany osobom i instytucjom zasłużonym dla misji. Medal został wręczony w Warszawie.

Pani Elżbieta Wryk jest absolwentką misjologii na ATK w Warszawie. Jako misjonarka świecka diecezji tarnowskiej podjęła działalność w Afryce, która trwała 14 lat. Do Republiki Środkowoafrykańskiej wyjechała w 1997 roku i do 2003 roku pracowała jako nauczycielka w Bouar, Bohong i Baboua. W tym czasie pracowała również w Centrum Promocji Kobiet i formowała przyszłych katechistów. Potem przez rok (2003-2004) była dyrektorką przedszkola w Touboro, w Kamerunie. Powróciła do Polski podejmując pracę w krajowej centrali Papieskich Dzieł Misyjnych. W roku 2008 roku wróciła do Republiki Środkowoafrykańskiej i objęła funkcję dyrektora administracyjnego w misyjnym szpitalu w Bagandou, wybudowanym przez diecezję tarnowską. Pracowała na tym stanowisku do lipca 2015 roku.

Praca misyjna w diecezji Bouar (RCA) i Kamerunie

            Pani Elżbieta Wryk swoje misyjne zaangażowanie zaczęła w Bouar, stolicy diecezji leżącej w północno-zachodniej części Republiki Środkowoafrykańskiej. Uczyła tu kroju i szycia w prowadzonym przez misję Notre-Dame de Fatima Centrum Promocji Kobiet. We wrześniu 1999 roku na cały rok szkolny przeniosła się do buszu w Bohong, gdzie w ramach działalności tamtejszej misji katolickiej, w podobnym Centrum, oprócz podobnego kursu jak w Bouar, prowadziła zajęcia z nauczania początkowego z najmłodszą grupą i z higieny z grupą najstarszą tejże jednostki edukacyjnej.

            Kolejne lata swego misyjnego oddania spędziła w misji katolickiej w Baboua. Tutaj podjęła pracę z inną osobą świecką posłaną przez diecezję tarnowską, panią Zofią Bieryt – pielęgniarką. Pani Elżbieta zajęła się funkcjonowaniem przedszkola i czterech szkół w wioskach na terenie rozległej misji. Kiedy w roku 2002 stworzony został projekt finansowany przez diecezję tarnowską, dotyczący kształcenia katechistów, tu znowu prowadziła zajęcia krawieckie dla kobiet, formowała dzieci (przyszli katechiści przybywali na trzy miesiące z żonami i dziećmi), a jako absolwentka teologii głosiła dla adeptów szkoły konferencje z zakresu duchowości chrześcijańskiej. Wraz z panią Zofią prowadziła trzydziestoosobową grupę ze stowarzyszenia św. Wincentego à Paulo, zajmującą się głównie niesieniem pomocy najbiedniejszym.

            Po opuszczeniu środkowoafrykańskiej ziemi pani Elżbieta przeniosła się do pobliskiego Kamerunu, gdzie przez trzy miesiące zatrzymała się w misji katolickiej Betaré-Oya w archidiecezji Bertoua. Od września 2003 do czerwca 2004 roku oddawała swe siły w przedszkolu prowadzonym przez siostry włoskie w Touboro w kameruńskiej diecezji Garoua. Tu uczyła też katechezy w liceum, pomagała w sesjach formacyjnych dla katechistów oraz prowadziła animację pastoralną w wioskach, gdzie zakładała znane już ze swojej specyfiki, grupy św. Wincentego à Paulo. Potem powróciła do Polski – i jak to wynika z dalszej historii jej życia – nie przekonana, że jest to powrót na stałe. Przez kolejne trzy lata dalej służyła misjom w ramach animacji i formacji, jakie prowadzą Papieskie Dzieła Misyjne. W swej pracy bazowała już nie tylko na teorii, ale na siedmioletniej praktyce.

Praca misyjna w Bagandou – diecezja  Mbayki

Dzięki pani Elżbiecie można było doprowadzić do ponownego otwarcia szpitala w Bagandou, który z powodu braku personelu został zamknięty na półtora roku. Kiedy podczas swoich odwiedzin w sierpniu 2007 roku przybyła w to opuszczone z powodu braku personelu miejsce, wiedziała, że znalazła nowe miejsce swojej pracy. Powróciła do Tarnowa, przedstawiła ten zamiar biskupowi i powróciła do afrykańskiego lasu, by na nowo uruchomić szpital i udostępnić go miejscowej ludności, która tego oczekiwała jak zbawienia.

Od 17 listopada 2008 roku obiekt nieprzerwanie służy potrzebującym opieki medycznej ludziom zamieszkującym tamtejsze okolice i nie tylko.

Ale wybudowanie szpitala to jeszcze nie wszystko. Potrzebni są ludzie, którzy obsłużą chorych w nim przebywających, potrzebny jest rozwój placówki, by zakres usług był coraz szerszy, a nadto potrzebna jest głowa, która tym wszystkim pokieruje. Potrzebne jest też zaplecze finansowe, bo taki szpital nie ma żadnych szans, aby się utrzymał bez wsparcia z zewnątrz. W tym przypadku kolędnicy misyjni diecezji tarnowskiej zabezpieczają to utrzymanie.

Rozwój placówki, który dokonał się dzięki pani Elżbiecie, dostrzegany jest w kilku wymiarach. Zadbała o jej rozbudowę; o stworzenie odpowiedniej kadry szpitalnej, co w przypadku położonego w lesie szpitala ma szczególne znaczenie; zatroszczyła się o nieodzowną formację tego personelu; o leki, które są sprowadzane z Europy. Ale z Europy, „sprowadzała” również personel, nieodzowny do utrzymania stosownego poziomu medycznego w pracy szpitala. Swoim sposobem bycia, nie rezygnując z wymagań, które stawiała pracownikom, wprowadziła atmosferę przyjaznych relacji z nimi.

Rozbudowa szpitala była ważnym przedsięwzięciem. Dzięki jej współpracy z dziełem kolędników misyjnych diecezji tarnowskiej, powstał oddział pediatrii, a także budynek, w którym została umieszczona apteka, gabinet dentystyczny, laboratorium czy nawet biuro samej pani dyrektor. Bardzo trudną rzeczą było zorganizowanie personelu szpitalnego bazując na miejscowej ludności. Dzięki pani Elżbiecie przybywały jednak lekarki z Polski, również pielęgniarki, położne, laborantki, które oprócz wynikających z ich zawodu posług, podejmowały również rolę formatorek, organizując kursy kończone odpowiednim egzaminem.

            Szczególny czas, jaki pani Elżbieta poświęciła dla szpitala w Bagandou, to czas rebelii. Ta szczególność przekłada się nie tylko na pozostanie w tym afrykańskim kraju, kiedy inni biali go opuszczali, ale na pozostanie ciągle przy sterze łodzią, do której weszła całą swą osobą i na bycie gotową pomagać najbardziej pokrzywdzonym, a także narażać swoje zdrowie i życie. Przy tej okazji mogła się upewnić, że dzieło, które rozwinęła doprowadzając do niezwykłego, jak na warunki afrykańskie, poziomu, jest – na co zwracała uwagę przez cały czas – dziełem, przyjętym przez tamtejszych ludzi jako dar od Kościoła tarnowskiego. Jak opowiada, przejawem tego uznania przez nich, że szpital jest już ich własnością i muszą być zań odpowiedzialni, było to, że w trudnym czasie rebelii, 23 osoby, z ich własnej inicjatywy, podczas prawie czterech miesięcy bez przerwy czuwały i były gotowe bronić szpitala przed ewentualnym napadem i grabieżą, doświadczaną przez podobne centra zdrowia w kraju. Taka postawa Afrykańczyków jest niecodzienna i możemy ją śmiało interpretować jako owoc pracy pani Elżbiety. Ten ważny z historii szpitala szczegół, jak i wiele innych owoców jej zaangażowania na rzecz naszych braci w Republice Środkowoafrykańskiej zauważył biskup tarnowski Andrzej Jeż, adresując do niej i do personelu szpitala specjalny list. Jego okazją była piąta rocznica ponownego otwarcia tej placówki zdrowotnej. Zaś w dniu 8 września 2015 roku podczas uroczystej sumy odpustowej w tarnowskiej katedrze biskup tarnowski Andrzej Jeż wręczył pani Elżbiecie Wryk złoty medal Dei Regno Servire (Służyć Królestwu Bożemu).

            By mieć wyobrażenie o rozmiarach czynionego przez szpital dobra trzeba wiedzieć, że rocznie z usług szpitala korzysta niemal 4700 pacjentów (w tym niemal 900 Pigmejów Aka), rocznie dokonuje się nawet 200 transfuzji krwi, a ponad 1000 pacjentów leczonych jest na malarię. Na przestrzeni siedmiu lat pracy pani Elżbiety liczby wyrażają jej zaangażowanie w pomoc tamtejszym ludziom. To około 30 tysięcy osób konsultowanych, wśród których było 7,5 tysiąca Pigmejów (z myślą o nich był ten szpital budowany), ponad 12,6 tysiąca osób hospitalizowanych, w tym 7 tysięcy dzieci, niemal przeprowadzonych 550 operacji. Na przestrzeni wszystkich lat funkcjonowania szpitala skonsultowano niemal 50 tys. pacjentów, w tym prawie 10 tys. Pigmejów. Do jesieni 2019 roku diecezja tarnowska przekazała z funduszu kolędniczego na cel tego dzieła ponad 3 mln 950 tys. zł.

Inne dziedziny zaangażowania

            Nieocenione zaangażowanie pani Elżbiety w dzieło pomocy chorym w szpitalu w Bagandou nie wykluczyło dwóch innych dziedzin, dotyczących ciągle promocji człowieka. Próbowała, co jest ogromnie trudne, stworzyć sieć punktów zdrowia w wioskach, które należą do misji prowadzonej przez tarnowskich księży w Bagandou. Ale na tym jej troska o człowieka się nie kończyła. Wzięła również pieczę nad szkołami w tych wioskach, jak również nad formacją dorosłych kobiet, tworząc stowarzyszenie Wali kwe wali.

Trudność stworzenia i prowadzenia punktów zdrowia w wioskach wynika przede wszystkim z mentalności i nieumiejętności podejmowania inicjatyw przez miejscową ludność. Trzeba bowiem wykształcić odpowiedniego człowieka, wybudować ów punkt konsultacji, przechowywania i rozprowadzania leków, dysponowanie tymi lekami za odpłatnością, a przede wszystkim zadbania, by ta mała instytucja miała płynność finansową.

Zaangażowanie pani Elżbiety dziedzinie szkolnictwa dało dobre rezultaty. W 7 szkołach podlegających misji katolickiej oraz w trzech zależnych bezpośrednio od inspektora szkolnego wraz ze swymi współpracownikami organizowała sesje formacyjne dla nauczycieli, a następnie posyłała animatora, by odwiedzał każdą szkołę co najmniej raz w miesiącu. Efekty były dobre, bardziej angażowali się rodzice, większa liczba uczniów zapisywana była do szkoły i lepsze były wyniki na egzaminach. To była i jest praca u podstaw w kraju, gdzie około 60% społeczeństwa to analfabeci, a w grupie kobiet, procent jest jeszcze wyższy. Ze smutkiem patrzyła na spustoszenie, jakiego jej przedsięwzięciom i działaniu dokonała rebelia.

            Ciekawa inicjatywa, która przyjęła nazwę stowarzyszenia Wali kwe wali („Każda kobieta jest kobietą” albo: „Każda kobieta jest godna traktowania jak kobieta”) zainteresowała dużo kobiet w Bagandou. Wali kwe wali to parafraza zawołania Bartelemiego Bogandy, pierwszego prezydenta kraju, które brzmiało Zo kwe zo czyli: „każdy człowiek człowiekiem”, albo: „Każdy człowiek jest godny traktowania jak człowiek”. Stowarzyszenie skupia kobiety wszystkich wyznań i różnego wieku. Zaczęła od grupy parafialnej, a więc od katoliczek. Ponieważ na spotkania zaczęły przychodzić kobiety z innych Kościołów oraz muzułmanki, otworzyła „drzwi” dla każdej kobiety pragnącej swego ludzkiego rozwoju. Na comiesięczne spotkania przychodziło prawie 200 kobiet. Mówiła o ich sprawach, a więc dotyczących ciąży, rozwoju dziecka w łonie matki, przygotowania porodu czy ryzyko porodów w domu, troski o religijne wychowanie dzieci, itp.

Formacja dotyczyła także części praktycznej czyli robótek ręcznych, jak wyszywanie, szydełkowanie i robienie na drutach.

Arch. Wydziału Misyjnego Diecezji Tarnowskiej

GALERIA ZDJĘĆ