Ważny, ostatni etap podróży

Do Kamerunu zawiózł nas ks. Mateusz Dziedzic. Opuszczałem Republikę Środkowoafrykańską z myślami budzącymi we mnie pytanie: „Co za kraj!?”. Na nie łatwo odpowiedzieć. Najpierw tankowanie paliwa na „stacji benzynowej”, gdzie sprzedawane jest ono w butelkach. W całym kraju, dwa razy większym od Polski, „normalne” stacje benzynowe są tylko w stolicy.

A potem, nie do wiary widok. W państwie, gdzie stacjonuje i działa 12 tys. żołnierzy ONZ w niebieskich kaskach, przy drodze, w wiosce, gdzie więziony był ks. Mateusz, stoją rebelianci z karabinami i kontrolują ruch. Ks. Mateusz mówił, że poznaje tam dwóch z ekipy, która go więziła. Teraz przejeżdża koło nich i macha im ręką, by pozdrowić. Funkcjonuje w środowisku, gdzie żyją byli i ciągle aktualni rebelianci. Powracająca okresami rebelia niszczy kraj również w dziedzinie szkolnictwa. Jeśli słyszę, że klasy mają nawet do 200 uczniów, a w maturalnej jest ich prawie 300, to już wszystko wiem o poziomie, również tym na studiach.

W Kamerunie w Bertoua funkcjonuje szkoła dla dzieci głuchoniemych i z innymi upośledzeniami założona przez panią Ewę Gawin w 2006 roku. Tę szkołę, jej powstanie i funkcjonowanie, finansuje – jak wszyscy wiedzą – diecezja tarnowska, która do tej pory, na ciągle prowadzony projekt kolędników misyjnych z 2011 r., przekazała 1 mln 600 tys. zł. Zanim pani Ewa zaczęła ten projekt, zgromadziła 4 uczniów. Dzisiaj jest ich 130, w wieku od przedszkolnego do osiemnastu lat. Wśród nich 65 głuchoniemych lub słabo słyszących, a reszta z innymi upośledzeniami. Jest 10 dzieci niepełnosprawnych fizycznie, 6 z zespołem Downa. Dzieci dotknięte kalectwem słuchu i mowy pochodzą z całego Kamerunu, przybywają nawet z odległości 400 kilometrów. Od niedawna funkcjonuje internat zaadoptowany w salach przeznaczonych do nauki. Najnowszą, udaną i fachowo przeprowadzoną inwestycją jest oświetlenie szkoły i przy okazji domu mieszkalnego, który jest zapleczem osobowym dla całego dzieła szkoły i internatu. Zainstalował je fachowo pan Piotr Piecuch, który nie pierwszy raz odwiedził Afrykę. W szkole zostało zamontowane 36 ogniw fotowoltanicznych (panasolerów), z których każdy posiada 260W oraz 12 akumulatorów (24V) o pojemnosci 2000Ah każdy. Zamontowano też system zabezpieczeń odgromowych oraz system zabezpieczeń przepięciowych na prąd stały i na prąd zmienny, a także nowoczesny system sterowania tzw. falownikiem (inwerterem – urządzenie, które kontroluje poziom naładowania baterii, system pracy baterii, faluje prąd ze stałego na zmienny, a także ma możliwość ładowania akumulatorów).

Cały system jest dość nowoczesny, dlatego też bardzo ważnym czynnikiem był odpowiedni montaż tych urządzeń oraz ich programowanie. Trzeba powiedzieć, że taki sprzęt nie jest jeszcze dostępny w Kamerunie i niewiele osób umie go zamontować. Przedsięwzięcie to sfinansowali kolędnicy misyjni 2015. Dzisiaj możemy powiedzieć, że warto było zainwestować 120 tys. zł., nie tylko po to, by promować ekologię przez wykorzystanie odnawialnych źródeł energii, ale by np. dzieci z internatu, które nie mogą artykułować swych dźwięków, mogły porozumiewać się do końca razem spędzanego dnia i by podczas nauki w szkole można było korzystać z urządzeń wymagających prądu. Ja osobiście się cieszę, że ten dom, w którym mieszka obecna trzyosobowa ekipa naszych dzielnych pań (Ewa, Małgorzata i Magdalena), jest zawsze otwarty dla misjonarzy i może zaspokajać ich potrzeby, ale i służyć misyjnym zadaniom.

Internat w szkole prowadzi z poświęceniem pani Małgorzata Pietrucha, która przybyła do Kamerunu w kwietniu 2016 r. Ma ona obecnie 40 podopiecznych. Diecezja tarnowska finansuje działanie szkoły i internatu.

Zadania pani Małgorzaty są zupełnie zwykłe, ale bardzo ważne i odpowiedzialne jak na warunki afrykańskie. Raz dziennie wydaje żywność kucharzowi, który przygotowuje obiad i kolację dla około 45 osób. Wydaje też środki czystości: mydło, proszek do prania itp. Musi sprawdzać, w jakim stanie są sypialnie i toalety w internacie, tzn. czy jest w nich porządek. Po lekcjach wyznacza dzieciom nieraz różne zajęcia np. pomoc w kuchni, sprzątanie wokół szkoły, przygotowanie podwieczorku. Przed kolacją stara się spędzać trochę czasu z jedną grupką dzieci i rozwiązywać z nimi zadania np. z matematyki. Czasami uda się jej z nimi pobawić, pokazać jakąś zabawę. W środy stara się z kilkoma osobami troszkę porysować lub szyć. Ostatnio zorganizowała spotkanie z  rzeźbiarzem. Ma nadzieję, że uda się nawiązać z nim współpracę, aby dzieci mogły się czegoś od niego nauczyć.

Pani Małgorzata ma okazję postępować w cnocie cierpliwości i to wcale niekoniecznie podczas przebywania z dziećmi. To opiekunom jest zmuszona ciągle przypominać ich obowiązki i wskazywać na niedopatrzenia.

Od grudnia ubiegłego roku w szkole swoją posługę z oddaniem spełnia kolejna świecka osoba posłana przez biskupa tarnowskiego, pani Magdalena Słowik. Uczy ona języka angielskiego. Nie należy jednak tego widzieć w naszych kategoriach. W niektórych klasach sprowadza się to do próby wyrównywania braków. Dzieci są zaniedbane edukacyjnie. Reprezentują bardzo różny poziom wiedzy. Pani Magda musi poświęcać dużo czasu na przygotowanie się do  zajęć, korzysta z różnych przemyślanych pomocy, które uatrakcyjniają lekcje. I tu znowu potrzeba wiele cierpliwości, by podniósł się poziom edukacji.

Również ten rodzaj charytatywnej i edukacyjnej, a przez to zawsze ewangelicznej, bo związanej ze świadectwem ucznia Chrystusa, działalności, stawia przed Kościołem tarnowskim duże wyzwania. By to piękne dzieło, kosztujące panią Ewę wiele samozaparcia i trudu mogło służyć tamtejszemu Kościołowi i społeczeństwu, musi trafić w dobre ręce. Takimi są na pewno ręce sióstr, podobnie jak w przypadku szpitala w Bagandou. Jest nadzieja, że tak się stanie. Ale na realizację zamierzeń trzeba jeszcze chwilę poczekać.

Wyzwania, które stoją przed trójką naszych pań, a zwłaszcza panią Ewą i jej następczynią, są trudne z wielu powodów. W całej szkole łącznie z internatem zaangażowane jest obecnie 20 nauczycieli i wychowawców, w skład których wchodzą nasze wolontariuszki. Jednak wielu z nich to nauczyciele i wychowawcy z nazwy. Wśród rodzimej kadry jest tylko trzy osoby z policealnym studium i chyba tyle samo po maturze. Potrzeba więc wykwalifikowanej kadry nauczycieli i wychowawców oraz wymogów im stawianych, by szkoła osiągnęła i utrzymywała należyty poziom edukacji i wychowania. W planie mojej wizyty było spotkanie z nimi, na które przygotowałem wystąpienie odnośnie funkcjonowania szkoły. Spotkanie miało miejsce w domu jednej z nauczycielek. W wyniku naszego zaniedbania czy też nieporozumienia, spóźniliśmy się. Ludzie byli obecni, ale nie byli już w stanie słuchać, ponieważ czas oczekiwania umilili sobie alkoholem. Niewiele im to mówiło, że mają się spotkać w ważnej sprawie z kimś, kto właściwie specjalnie przyleciał do nich z Europy. Moja mentalność, nasza mentalność przegrała z ich mentalnością. A to jest symbolem misjonarskich niepowodzeń, które niekoniecznie muszą być prawdziwą przegraną. Przegrywamy dopiero wtedy, gdy sami się poddajemy.

Mając ciągle w perspektywie dobro kameruńskich braci i sióstr, trwamy więc w przekonaniu, że potrzebna jest koncentracja na założonym celu istnienia szkoły jako instytucji o konkretnym profilu. Trzeba też myśleć w przyszłości o stworzeniu niezależnego od samej szkoły internatu (obecnie mieści się on w budynku szkoły). Trzeba nie ustawać w dialogu ze społecznością nierzadko nie rozumiejącą „logiki” ludzi z Europy – to są zadania, na realizację których trzeba dużo cierpliwości, zrozumienia, zaufania, ale też zawierzenia Bogu.

Tamtejszy Kościół wydaje się być Kościołem chcącym jakiejś nieokreślonej niezależności. Z drugiej strony jest dobrze świadomy swej niewystarczalności, choć nie wiem, czy we wszystkich dziedzinach. Przy okazji spotkania z miejscowym arcybiskupem Józefem Atangą, usłyszałem o prośbie pomocy w stworzeniu archidiecezjalnego radia, która ostatecznie zamieniła się w prośbę o wybudowanie studni z wodą pitną dla dzieci. I znowu pani Ewie przybędzie jeszcze jedno zajęcie. A ma ich naprawdę wiele: szkoła – samo funkcjonowanie, jak też wiele udoskonaleń i wykończeń; niepełnosprawne fizycznie dzieci czekające na operacje; więzienie, o którym nie zapomina, bo w nim są ludzie. Prośba biskupa z Bertoua nie zdziwiła mnie. Prośby biskupów nikogo nie dziwią. Biskup Jan Ozga (jedyny Europejczyk w episkopacie kameruńskim) również zwrócił się o pomoc. Zmienia wysłużoną blachę na dachu katedry, a to kosztowna operacja, którą zresztą kieruje jedyny w swoim rodzaju fachowiec, pochodzący z diecezji gnieźnieńskiej – zaprzyjaźniony od dawna z Kamerunem ks. Eugeniusz Bednarek.

Piękne i w dobrym stylu centrum rekolekcyjne i formacyjne, które wybudowali księża Marianie, mogliśmy zobaczyć w Atok, a przy okazji skorzystać z ich zawsze wielkiej gościnności. Znajduje się ono przy sanktuarium Miłosierdzia Bożego, które takim zostało ogłoszone w 2004 roku. W pobliskim Ayos z upodobaniem oglądnęliśmy szkołę wybudowaną przez ojców paulinów, której duża część powstała dzięki kolędnikom misyjnym diecezji tarnowskiej. Przekazane pieniądze na ten cel, to suma prawie 180 tys. zł.

Przedstawiony „raport” z podróży pokazuje nieco inną Afrykę niż dotychczas. Inną nie w sensie poziomu życia ludzi, który – jak na przykład w Republice Środkowoafrykańskiej – jeśli się nie cofa, to z uporem stoi w miejscu. Ta Afryka jest inna, bo odsłania nowe wyzwania, jakie stoją również przed Kościołem tarnowskim, który posłuszny nakazowi Jezusa: „Idźcie i głoście”, podjął radosny trud przemiany serc „które czekają na Ewangelię”, oraz trud miłosiernej wiary, która staje się świadectwem wynikającym z jej przyjęcia. Ten „raport” mówi też o wielkiej pracy naszych misjonarzy i o potrzebie ciągłego jej odnoszenia do zadań płynących z Ewangelii i przymierzania jej do ducha czasu, którym żyje Kościół przeżywany i zaszczepiany w konkretnym zakątku ziemi. Wszystko to ciągle w myśl hasła, które w tym roku będzie nam towarzyszyć: „Idźcie i głoście”. Dynamika tych dwóch słów jest jasna i warto się do niej ciągle odwoływać, nie zapominając o dużym znaczeniu spójnika „i”.

Ks. Krzysztof Czermak

Głoście Ewangelię 2(2017), s. 14-17.

Powyższy tekst jest częścią artykułu pt. PO DWÓCH LATACH NIECO INNA AFRYKA, zamieszczonego w Głoście Ewangelię 2(2017), s. 5-17.