Kolędnicy misyjni to przedsięwzięcie, które w diecezji tarnowskiej realizowane jest od 1993 roku. To małe grupy dziecięce lub młodzieżowe składające się przeważne z pięciu osób, które w okresie Bożego Narodzenia odwiedzają parafian w ich domach i mieszkaniach. Kolędnicy ubrani są w stroje nawiązujące do postaci z betlejemskiego Żłóbka oraz do mieszkańców krajów, gdzie posługują tarnowscy misjonarze. Przychodzą oni z życzeniem bożonarodzeniowym, a jednocześnie wykonują scenkę, w której uświadamiają otwierającym domy, że Jezus przyszedł na świat dla wszystkich, a wielu Go jeszcze nie poznało. Wśród nich są dzieci, którym kolędnicy pragną pomagać. Ta pomoc, dzięki ofiarom zbieranym przez nich, przekazywana jest tarnowskim misjonarzom zgłaszającym do realizacji różne projekty, dotyczące głównie codziennego życia najmłodszych, o których wspomniani misjonarze się troszczą.

Każdego roku dwadzieścia kilka tysięcy kolędników odwiedza ponad sto pięćdziesiąt tysięcy mieszkań i domów tarnowskiej diecezji, zostawiając w nich pamiątki swojej wizyty. Po okresie Bożego Narodzenia kolędnicy licznie uczestniczą w spotkaniu, które w obecności biskupa jest oficjalnym zakończeniem kolędowania.

KOLĘDNICY MISYJNI – ABC ORGANIZACJI

Cel przedsięwzięcia

            Odwiedzanie domów przez kolędników misyjnych stało się w Polsce tradycją. Zaproponowana i przygotowana w 1993 roku przez centralę krajową PDM w Warszawie, w niektórych diecezjach podejmowana jest z roku na rok.

            Inspiracją do misyjnego wymiaru kolędowania był ponad 40-letni zwyczaj silnie zakorzeniony w krajach języka niemieckiego, zwłaszcza w Austrii i Niemczech. Podejmujemy ten zwyczaj, choć zachowujemy rodzime tradycje związane z okresem Bożego Narodzenia. Podczas gdy we wspomnianych krajach kolęduje się z okazji uroczystości Trzech Króli (Dreikönigsaktion, Sternsinger), w Polsce wiążemy tę tradycję ze Świętami Bożego Narodzenia i okresem bezpośrednio po nich następującym. To z kolei decyduje o doborze postaci w zespole kolędniczym. Są nimi więc nie tyle trzej mędrcy, ile raczej postaci z jasełek, jak: święta Rodzina, anioł, pasterz oraz osoby reprezentujące misyjne kraje, gdzie posługują tarnowscy misjonarze.

            Cała akcja winna mieć przede wszystkim nastawienie duszpasterskie. Chodzi o to, by przyniosła ona skutek wśród tych, do których przychodzą kolędnicy, ale przede wszystkim wśród tych, którzy tworzą kolędnicze grupy. Zwrócenie szczególnej uwagi tylko na zebranie jak największej ilości środków pieniężnych będzie przekreśleniem wymiaru duszpasterskiego całej akcji.

            W przedsięwzięciu, jakim są kolędnicy misyjni, winniśmy dostrzec co najmniej pięć celów i zarówno w przygotowaniu akcji, jak i w samym jej urzeczywistnianiu próbować je realizować.

  • Głównym celem jest zanieść radość Bożego Narodzenia do wszystkich rodzin parafii. Zewnętrznym wyrazem tej radości niech będą wypowiadane życzenia i umieszczone na drzwiach błogosławieństwo: C+M+B (Christus mansionem benedicat = niech Chrystus błogosławi temu domowi; zwróćmy jednak uwagę, że data pisana przy trzech literach powinna nawiązywać do Bożęgo Narodzenia, a nie do nadchodzącego kolejnego roku). Tej radości („zwiastuję wam radość wielką” – Łk 2,10) potrzebują nasze domy i rodziny. Coraz częściej bowiem jej brakuje. Są rodziny katolickie, którym ani w czasie Wigilii, ani w całym okresie Bożego Narodzenia nie uda się zaśpiewać z autentyczną radością nawet jednej kolędy. Ta radość niesiona przez kolędników musi mieć jasną podstawę: jest nią Narodzenie Chrystusa, Boga i Człowieka, które każdemu człowiekowi wyznacza sens życia, przypomina o jego wielkiej godności.
  • Główny cel kolędowania misyjnego związany jest także z podmiotem akcji. Są nimi dzieci-kolędnicy, które stają się ewangelizatorami, ale przez swoje zaangażowanie ewangelizują wzajemnie, również samych siebie. Przygotowanie z nimi odpowiedniego, krótkiego (3-4 min) programu, gwiazdy, strojów kolędniczych, danie im satysfakcji przez wysłuchanie przygotowanej przez nich scenki, uznanie (choć bez przesadnych wyrazów) ich szczodrobliwości w przekazywaniu całości ofiar (dzieci nie zatrzymują nic dla siebie) na rzecz dzieci z krajów misyjnych – wszystko przyczynia się do wzrostu świadomości misyjnej dzieci i pragnienia otwarcia na drugiego człowieka, przede wszystkim do przybliżenia ich do Chrystusa..
  • Celem przedsięwzięcia jest również jego uniwersalność. Ma ona swój wzgląd religijny i wychowawczy, ale również praktyczny. Zapraszamy więc wszystkie dzieci, aby włączyły się w to kolędowanie, wykorzystując do tego ewentualną katechezę. Sama akcja odbywana pod patronatem PDMD, może być okazją do ukazania piękna misyjnego otwarcia na wszystkie dzieci świata, które powinno stać się cechą osobowości każdego chrześcijańskiego dziecka. Dzieci biorące udział w kolędowaniu powinny wiedzieć czym jest PDMD (okazja do katechezy) i że oprócz lokalnych projektów chcą wesprzeć również ten, związany z PDMD. Wzgląd praktyczny powszechności przedsięwzięcia wyraża się w przekonaniu, że, im więcej dzieci weźmie udział w kolędowaniu, tym sprawniej i bez zbytniego obciążania nielicznych odbędzie się całe wydarzenie.
  • Niebagatelne jest nawiązywanie do zapominanej tradycji i podtrzymanie polskiego zwyczaju. Dorośli cieszą się z talentów ich dzieci, dzieci krewnych czy sąsiadów, wspominając swe młodzieńcze lata.
  • Radość chrześcijańska, jeśli jest prawdziwa, staje się darem dla drugich. O tym przypominają kolędnicy w odwiedzanych rodzinach. Stąd też nie ukrywamy, że misyjny wymiar kolędy wyraża się również w zbieranych ofiarach. Przez te ofiary włączamy się w konkretną pomoc przewidzianą przez projekty kolędnicze, wśród których nie zaniedbujemy tego związanego z PDMD. Jednak ofiary zbierane przez kolędników przeznaczone są zawsze dla dzieci. Jeśli w diecezji przewidziane są konkretne projekty, ważne jest, aby parafie nie wykorzystywały diecezjalnego przedsięwzięcia dla swoich prywatnych celów (np. dla swoich misjonarzy), ale by w duchu solidarności włączyły się w całość projektów przedstawionych przez diecezję.

Organizacja przedsięwzięcia

Przygotowanie dalsze

Chodzi tu o „klimat misyjny” tworzony w całym roku formacyjnym przez katechetów, wychowawców, formatorów. Tworzą go wspomnienia z poprzedniego kolędowania uwiecznione na gazetkach w szkole czy domu katechetycznym, prowadzenie kronik kolędników misyjnych, kontakt z misjonarzem, jeśli z jego misją związany jest projekt kolędniczy. Tworzą go modlitwy, jak i krótkie wspomnienie o kolędnikach misyjnych, czynione przy okazji spotkań formacyjnych czy misyjnych świąt i uroczystości. Ta ostatnia forma jest szczególnie potrzebna, gdy parafia zamierza zorganizować kolędników misyjnych po raz pierwszy.

Przygotowanie bliższe

Jest to właściwie czas Adwentu, wykorzystany zarówno duchowo jak i fizycznie do przedsięwzięcia akcji. Modlitwa i dobre uczynki dzieci wchodzących w skład grup kolędniczych są pierwszym darem, jaki składają zarówno w intencji tych dzieci, którym mają zamiar pomóc, jak i tych rodzin, do których drzwi będą pukać z kolędą, życzeniami i błogosławieństwem.

Inny wymiar bliższego przygotowania to podział na grupy kolędnicze, organizowanie i przydział dorosłych opiekunów, a potem szycie strojów, przygotowanie gwiazdy i skarbony. Nie umieszczamy na niej jednak ogólnego napisu: „Dar na misje”, ale znając konkretne hasło kolędowania i przeznaczenie ofiar umieszczamy napis, np.: „Sa ka ya sé ndi ne soucoul – Kolędnicy misyjni 2021”.

To przygotowanie obejmuje oczywiście rozdanie ról poszczególnym dzieciom i urządzanie prób. Całość tego przygotowania winno znaleźć się w rękach świeckich osób dorosłych, sióstr zakonnych. Te osoby powinny mieć za sobą specjalne przeszkolenie, które każdego roku organizuje Dzieło Misyjne Diecezji Tarnowskiej. Dla proboszcza, który patronuje przedsięwzięciu, ważne jest, by się przekonać, że bez przeszkolonych osób, przedsięwzięcie zostanie sprowadzone do minimum, które często zaniedbuje wyznaczony cel kolędowania i sprowadza go jedynie do zbierania pieniędzy.

Na rozdaniu ról przygotowanie się nie kończy. Dzieci winny nauczyć się „Hymnu” przewidzianego na dany rok i koniecznie z nim na ustach – a nie z dowolnie wymyśloną kolędą – rozpoczynać wizytę w domach.

Grupy dziecięce winny być cztero- lub pięcioosobowe, a ich postacie takie, jakie przewidziane są na dany rok i podane przez organizatora, którym jest Dzieło Misyjne Diecezji Tarnowskiej. Przestrzeganie tej zasady jest bardzo ważne, bo w innym przypadku, utrudnia to grupom wykonanie scenki bożonarodzeniowej (istotne!), wejście do domu, a ponadto wyklucza z udziału w konkursach, które mają swój nieprzypadkowy regulamin. W grupie jest zawsze osoba z gwiazdą, oraz postacie z szopki i nawiązujące do krajów misyjnych, z którymi związane są projekty. W przewidzianym, nie większym niż pięć osób składzie grupy chodzi również o to, aby w parafii przygotowana została maksymalnie duża liczba grup. Byłoby dobrze, aby ktoś z grupy posługiwał się instrumentem muzycznym (gitara, akordeon, harmonia).

Towarzysząca grupie osoba dorosła (taka zawsze musi być!) winna swoje zadanie wykonywać bardzo dyskretnie, trzymając się wobec kolędników na odpowiedni dystans i w żadnym przypadku nie komponować się ze składem grupy. Dorosły opiekun grup może wywodzić się np. spośród rodziców kolędników, z Akcji Katolickiej, Katolickiego Stowarzyszenia Wychowawców, Stowarzyszenia Rodzin Katolickich, Ruchu Światło-Życie, Odnowy w Duchu Świętym,  Rady Parafialnej itd. Ci opiekunowie są konieczni zwłaszcza w wielkomiejskich parafiach, gdzie ludzie się nie znają i „obcy” mogą zamierzać odbieranie ofiar od kolędujących dzieci. Dorośli więc z jednej strony poświadczają autentyczność akcji wobec odwiedzanych rodzin, a z drugiej zapewniają dzieciom bezpieczeństwo.

Przygotowanie bezpośrednie

Jest to sama uroczystość rozesłania kolędników misyjnych, zaopatrzona odpowiednim komentarzem uczynionym na pięć minut przed rozpoczęciem każdej mszy św. (lub w ramach ogłoszeń) w drugi dzień Świąt Bożego Narodzenia (chodzi o samo rozesłanie, niekoniecznie kolędowanie).

Komentarz powinien być zwięzły i zawierać: cel, czas i miejsce kolędowania i znaki jego wiarygodności. Równomiernie podzielone grupy uczestniczą w wyznaczonej dla nich mszy św ubrani w przygotowane wcześniej stroje kolędnicze. Znajdując się blisko ołtarza, włączają się w liturgię słowa, modlitwę powszechną czy też tworzą procesję z symbolicznymi darami.

W ogłoszeniach wierni powinni usłyszeć wyraźnie dzień kolędowania. Jeśli parafia utworzy kilkanaście czy kilkadziesiąt grup (zaangażuje szkoły, a przynajmniej ministrantów, DSM i schole), bez problemów uda się przeprowadzić akcję w jednym dniu czy nawet w jedno popołudnie.

Samo rozesłanie, to modlitwa, którą celebrans lub proboszcz odmawia w ramach obrzędu rozesłania (tuż przed błogosławieństwem). Jest to forma błogosławieństwa dzieci biorących udział w kolędowaniu. Dokonuje się ono podczas każdej mszy św. W ten sposób wszyscy parafianie są odpowiednio dobrze zorientowani o celu akcji i poinformowani o jej czasie.

Kolędowanie

Przyjście do domu z kolędą nie może się kojarzyć ani kolędnikom, ani przyjmującym kolędę  tylko ze zbieraniem pieniędzy. Wartości akcji nie mierzymy w ilości zebranych ofiar, ale w jej skutkach duszpasterskich. Tak więc kolędowanie to przygotowany wcześniej 3-4 minutowy program, wykonany dla wszystkich domowników i zakończony błogosławieństwem wyrażonym w życzeniach i w znakach na drzwiach mieszkania.

Grupa nie musi przedstawiać się. Jeśli kolęda jest dobrze przygotowana i zapowiedziana, mieszkańcy parafii wiedzą kiedy kolędnicy misyjni odwiedzą ich domy. Kolędowanie zaczynamy hymnem a kończymy śpiewem kolędy.

Czas kolędowania

Dobrze byłoby wytworzyć w parafii tradycję, że kolędnicy misyjni chodzą zawsze w określonym dniu czy dniach (np. zaraz po rozesłaniu w drugi dzień Świąt Bożego Narodzenia, czy we wspomnienie Świętych Młodzianków, albo też w kilka wyznaczonych dni).

Ważne, by kolędowanie odbyło się absolutnie między Świętami Bożego Narodzenia a Nowym Rokiem. Przemawia za tym wiele argumentów. Przede wszystkim z tym okresem związana jest tradycja kolędowania. Jest to czas „świeżej” radości bożonarodzeniowej. Po drugie, dzieci w tym czasie mają ferie, nie odrywamy ich od nauki. Kolędowanie po Nowym Roku, zwłaszcza w Trzech Króli, nawiązuje do tradycji niemieckiej, która nie jest naszą tradycją. Zwróćmy ponadto uwagę, że w grupie kolędniczej nie ma króli, a jeśli jest to może jeden, by podkreślić, kto przybył do żłóbka. Ponadto termin po Nowym Roku stwarza niepotrzebną koincydencję z popularną w kraju Wielka Orkiestrą Świątecznej Pomocy. Poza tym czas styczniowy jest czasem, który już przebrzmiał kolędniczo. Wszelkie grupy kolędują wcześniej, a przychodzące w styczniu często są witane z komentarzem: No, nie, znowu kolędnicy!” Podjęcie akcji w samą uroczystość Trzech Króli uniemożliwia również urządzenie w tym dniu przewidzianego uroczystego zakończenia akcji kolędników misyjnych, która powinna znaleźć swój oddźwięk w liturgii Eucharystii w Objawienie Pańskie. Wtedy to bowiem w modlitwie powszechnej modlimy się za wszystkich, którzy otwierając drzwi swoich mieszkań włączyli się w pomoc dzieciom, do których była ona skierowana, a w procesji z darami grupy kolędnicze przynoszą m.in. ofiary zebrane podczas kolędowania czy raczej ich symbol w postaci ładnie przygotowanej przez którąś z grup, skarbony.

Spotkanie kolędników misyjnych

Jest czymś bardzo potrzebnym, aby na zakończenie akcji kolędniczej zorganizować wspólne spotkanie z biskupem diecezjalnym. Na wspólnej Eucharystii dzieci usłyszą pasterskie słowo uznania za wrażliwość ich serc oraz zachętę do dalszego zaangażowania się w sprawy misji w Kościele powszechnym.

Spotkanie z biskupem jest też okazją, aby do niego „przyjść z kolędą”. Dzieci więc przedstawiają swój krótki program, z którym chodziły od domu do domu.

Uczestnicy spotkania przekonują się, że są jednymi z wielu i że stanowią ogniwo w wielkich rozmiarów całości, która jest siłą duchową przedsięwzięcia, ale i narzędziem do zapewnienia dzieciom z krajów misyjnych lepszego rozwoju w życiu religijno-socjalnym.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Liczba uczestniczących parafii

Zebrana kwota (w tys. zł)

Liczba grup kolędniczych

Liczba kolędujących dzieci

Liczba odwiedzonych rodzin

Liczba uczestników spotkania

Podsumowanie

Kliknij, aby powiększyć

WIELKIE ŚLADY OTWARTYCH SERC

W REPUBLICE ŚRODKOWOAFRYKAŃSKIEJ

I W KAMERUNIE

„Perła Lobaye”

Ten podany wyżej tytuł, przypisywany największemu z realizowanych przez kolędników misyjnych diecezji tarnowskiej projektów, wyszedł z ust włoskiego lekarza, profesora ortopedii Carmelo Fontanazza, który odwiedził Bagandou w Republice Środkowoafrykańskiej i pozostał pod wrażeniem owej jednostki zdrowia wybudowanej i prowadzonej dzięki kolędnikom misyjnym diecezji tarnowskiej. W kraju, gdzie na jednego lekarza przypadało i przypada kilkanaście tysięcy mieszkańców, budowa podobnej instytucji nie wymagała specjalnego uzasadnienia. Dodajmy, że Lobaye to nazwa odpowiednika naszego województwa, ale też rzeki, która przezeń przepływa.

Oficjalna nazwa szpitala, którą nadało mu ministerstwo kraju to Centrum Zdrowia kategorii A.

Idea realizacji projektu zrodziła się w Tarnowie, kiedy latem 2000 roku w towarzystwie ks. Marka Muszyńskiego, ówczesnego proboszcza w Bagandou, przebywał biskup diecezji Mbaïki Rino Perrin, włoski kombonianin. Projekt został zorganizowany ze szczególnym uwzględnieniem Pigmejów zamieszkujących pobliskie tereny i otrzymał nazwę „Nasze dzieci z Bagandou”.

Szpital został poświęcony przez biskupa Rino w maju 2004 roku, a otrzymał on imię bł. Jana Beyzyma, „posługacza trędowatych”, wielkiego misjonarza Polaka, który na przełomie XIX i XX wieku służył miłością najuboższym mieszkańcom Madagaskaru. Podstawowe budynki szpitalne zostały wybudowane właśnie dzięki przedsięwzięciu kolędników misyjnych okresu Bożego Narodzenia 2000, a jego rozbudowa i funkcjonowanie związane są z kolejnymi edycjami tychże kolędników, aż do dnia dzisiejszego.

Dzieła budowy dokonał ks. Marek Muszyński, ówczesny proboszcz w Bagandou. Wtedy powstał budynek główny, sale dla chorych hospitalizowanych oraz dom dla personelu świeckiego przybywającego z Polski na dłuższy czy krótszy czas. Ważnym i  poważnym wydatkiem związanym z działalnością szpitala był odwiert nowej głębinowej studni o głębokości 108 metrów, który kosztował prawie 18 tys. euro. Przystosowaniem budynków do ich należytego funkcjonowania, wyposażeniem ich, jak i domu dla personelu szpitalnego, zajął się ks. Mieczysław Pająk, następca  ks. Marka od 2003 roku. Rozbudowa szpitala była przedsięwzięciem pani Elżbiety Wryk, tarnowianki, która jako trzecia jego dyrektor prowadziła szpital przez siedem lat. Dzięki kolędnikom misyjnym powstał więc w 2009 roku budynek, w którym została umieszczona apteka, gabinet dentystyczny, sala formacyjna, laboratorium czy nawet biuro dyrekcji. W 2010 roku szpital dzięki pani Eli powiększył się o oddział pediatrii. Pani Elżbieta zorganizowała też personel szpitalny, bazując na miejscowej ludności. Zapraszała także do posługi w szpitalu polskie lekarki, pielęgniarki i położne. Kierowała szpitalem w czasie „podszytym strachem rebelii”.

Po pani Elżbiecie dyrekcję szpitala na dwa lata przejęła pani Izabela Cywa, rodem z Krynicy, która posługiwała w szpitalu przez prawie cztery lata, przeżywając trudny czas rebelii. Sprowadzała z Polski specjalistów: chirurgów, urologa i stomatologów.

Dużą rolę w funkcjonowaniu szpitala odegrali i odgrywają elektrycy, których już kilku, krótszy lub dłuższy czas, oddali swe usługi w ramach pracy wolontariackiej.

W dniu 18 lutego 2017 roku, szpital – w bardzo dobrej kondycji organizacyjnej i usługowej – został przekazany w ręce sióstr kombonianek. Od samego początku aż do dziś diecezja tarnowska, a właściwie jej kolędnicy, utrzymuje szpital. Do dnia 15 listopada 2021 r. diecezja tarnowska na budowę, rozbudowę i funkcjonowanie szpitala przekazała ponad 4,8 mln zł. 

Wyposażenie szpitala, bądź co bądź, położonego w buszu, jest bardzo imponujące. Dysponuje pięćdziesięcioma łóżkami i posiada gabinet dentystyczny. Nie brak w szpitalu przez 24 godziny koniecznego prądu o napięciu 220 V, który pochodzi z baterii słonecznych albo z aparatu prądotwórczego.

W najbliższym czasie była dyrektor szpitala Izabela Cywa wybiera się do Bagandou z dentystką Moniką Wieczorek. Kto by chciał wesprzeć tę inicjatywę, jest proszony o zapoznaniu się z informacją na stronie: https://pomagam.pl/dentysta_w_afryce?fbclid=IwAR1yNq4vEGsNj0qDGfBeFoCDRy1nA187VwLQDMH7xind4VfSbjyXgqb_4NU

„Perła” w Kamerunie

Miasto Bertoua w Kamerunie jest świadkiem drugiego wielkiego projektu, który powstał i istnieje dzięki tarnowskim kolędnikom misyjnym. Jego pomysłodawcą i wykonawcą jest pani Ewa Gawin pochodząca z Woli Rzędzińskiej pod Tarnowem, świecka osoba, która posługuje w Kamerunie od stycznia 1990 roku.

Wielkie dzieło kolędników w Kamerunie to szkoła dla dzieci głuchoniemych, choć nie tylko, bo grupę jej uczniów tworzą również dzieci niepełnosprawne. Kiedy pani Ewa w centrum  alfabetyzacji  zaczynała pracę z dziećmi, było czworo uczniów. Kiedy w 2011 r. podjęła się budowy szkoły, było ich 50. Dzisiaj wszystkich razem jest około 150, z których 50 to mieszkańcy prowadzonego przez szkołę internatu. Opiekunowie i nauczyciele stanowią trzydziestoosobową ekipę.

Szkoła ta zaczęła swoje istnienie już w 2006 roku, mieszcząc się w skromnych pomieszczeniach tzw. centrum alfabetyzacji, które „wołały” o godne warunki edukacji. Chcąc wybudować dzieciom szkołę z prawdziwego zdarzenia, pani Ewa zwróciła się do diecezji tarnowskiej o jej sfinansowanie, zarówno w sensie jej wybudowania, jak i prowadzenia. Powstała więc piętrowa szkoła o wymiarach 80 na 12 m.

W roku 2012 rozpoczęła się budowa nowego budynku szkolnego. Jego poświęcenie miało miejsce 13 lutego 2018 r. W tej uroczystości wziął udział biskup tarnowski Andrzej Jeż.

Całość projektu od początku nie obejmowała budowy przedszkola, które już zostało wzniesione wcześniej dzięki środkom, które zapewniła pani Ewa. Obecnie jednak zarówno przedszkole, jak i szkoła funkcjonują dzięki funduszowi kolędniczemu.

Bardzo udaną i fachowo przeprowadzoną inwestycją jest oświetlenie szkoły i przy okazji domu mieszkalnego, który jest zapleczem osobowym dla całego dzieła szkoły i internatu. W szkole zostało zamontowane 36 ogniw fotowoltaicznych (tzw. paneli słonecznych), z których każdy ma moc 260W oraz 12 akumulatorów (24V) o pojemności 2000Ah każdy. Zamontowano też system zabezpieczeń odgromowych oraz system zabezpieczeń przepięciowych na prąd stały i na prąd zmienny, a także nowoczesny system sterowania tzw. falownikiem (inwerterem).

Szkoła też dzięki p. Ewie otrzymała niedawno kuchnię, salę gimnastyczną i rehabilitacyjną.

Swój ważny wkład wychowawczo-edukacyjny mają wolontariusze, wśród których dominują kobiety, pochodzące głównie z diecezji tarnowskiej.

Od 1 stycznia 2020 pani Ewa pozostając ciągle na miejscu i wkłada całe swe serce w to wielkie dzieło, choć nie jest już jego dyrektorem. Szkoła została oddana w ręce sióstr pasjonistek i dzisiaj kieruje nią jedna z sióstr Kamerunek.

Do dnia 15 listopada 2021 r. diecezja tarnowska, a właściwie jej kolędnicy, na budowę oraz funkcjonowanie szkoły i internatu przekazała ponad 3,9 mln zł.

SONY DSC