KATECHEZA NA KUBIE

Ks. Grzegorz Kozioł jest trzecim tarnowskim misjonarzem, który posługuje na Kubie. Od października 2021 r. pracuje we wspólnocie parafialnej pw. Chrystusa Króla w Santiago de Cuba. Po półrocznym pobycie na wyspie dzieli się spostrzeżeniami odnośnie katechezy prowadzonej w tamtejszych realiach.

Dla nas Polaków, najbardziej znana forma katechezy to ta, prowadzona podczas lekcji religii w szkole. A jak wygląda to na Kubie? Ks. Grzegorz wyjaśnia nam różnicę, która istnieje.

            „Różnice między Polską a Kubą w kwestii katechezy są zauważalne gołym okiem. W Polsce widać jeszcze równowagę pomiędzy nauczaniem, a praktykowaniem. W Polsce istnieje też ogromna tradycja związana z przekazywaniem wiary z pokolenia na pokolenie. Choć dziś z różnych przyczyn ta sytuacja ulega zmianie, a świadomość religijna słabnie, nadal istnieje przekonanie, zresztą całkiem słuszne, że rodzice odpowiadają za przekazanie wiary swoim dzieciom”.

Na Kubie wygląda to nieco inaczej. Dlaczego? Ks. Grzegorz dostrzega brak tradycji w realizowaniu praktyk religijnych. Jednak wielu dorosłych przyprowadza swoje dzieci z pragnieniem udzielenia im chrztu. Ogromna większość, niestety, nie ma żadnego pojęcia, czym jest chrzest ani tym bardziej sakramenty Kościoła.

Oczywiście nauka katechezy w szkole kubańskiej nie istnieje. Kiedy większość populacji była zaszczepiona, władze uznały, że jest to odpowiedni moment, by kontynuować edukację dzieci w szkole. To pozwoliło także naszym księżom pracującym na Kubie, na zorganizowanie katechezy przy kościele. Jak to się odbywa?

„Na terenie parafii pw. Chrystusa Króla, gdzie pracuję, w każdym z trzech kościołów odbywają się już katechezy. Najlepszym dniem ku temu jest sobota. W mojej wspólnocie katechezy, oprócz mnie, katechezę prowadzą też specjalnie przeszkoleni katechiści. W zależności od liczby, dzieci są dzielone na mniejsze grupy, aby praca z nimi była bardziej efektywna. Przed sobotnim spotkaniem wybieramy tematy, które będziemy omawiać w danym tygodniu. Podczas spotkania wspólnie opracowujemy plan i przygotowujemy materiały. Liczba dzieci się zmienia. Zależy ona w głównej mierze od rodziców. Waha się ona od kilkunastu do około trzydzieściorga dzieci. Spotkanie trwa zwykle dwie godziny”.

A jak wygląda sam przebieg katechezy?

„Najpierw przedstawiamy dzieciom temat spotkania i przekazujemy treści. Podczas przebiegu katechezy korzystamy ze środków multimedialnych. Druga część ma miejsce w kościele, gdzie często jest obecna celebracja słowa Bożego, Eucharystia lub inne nabożeństwo związane z tematem dnia. Na jednej z katechez o Matce Bożej dzieci otrzymały różańce misyjne, które zostały mi ofiarowane w Polsce podczas posłania misyjnego. Przy tej okazji dowiedziały się także o dziełach misyjnych Kościoła i poznały kolory kontynentów obecne na tych różańcach. Wielu spośród nich nigdy do tej pory nie miało swojego. Aby przynieść różaniec, musiały je pożyczać od babci lub mamy. Nauczyły się też, że różaniec to modlitwa, a nie ozdoba na szyi. Tutaj w kulturze latynoamerykańskiej różaniec często jest noszony na szyi jako medalik i to jest jedyna rola, do jakiej sprowadzają go dorośli”.

Ks. Grzegorza bardzo cieszy rozwój katechezy. Dzieci bardzo chętnie w niej uczestniczą. Każdego tygodnia przybywa wielu nowych uczestników. Dzieci opowiadają swoim rówieśnikom o lekcjach katechezy i zapraszają ich na kolejne spotkanie. Bardziej czy mniej świadomie stają się misjonarzami, którzy przyprowadzają innych do Chrystusa – a przecież w katechezie o to chodzi.

Elementem katechezy, który odróżnia ją od katechezy w Polsce jest merienda, czyli poczęstunek. Nasz misjonarz wyczuwa dobrze kontekst socjalny, który tworzy życie młodych uczestników katechezy.

„Niemal wszystkie dzieci mają trudną sytuację materialną w rodzinie. Wielu z nich na spotkania przychodzi bez śniadania. Kiedy zbliża się południe wiele z nich odczuwa już głód. Małe ciastko oraz oranżada z proszku to dla nich bardzo wiele. Czasem jest to zwykła bułka z majonezem” – pisze ks. Grzegorz.

Podczas spotkań widać u dzieci ogromną radość i zaangażowanie. Zadają pytania.

„Na jednym ze spotkań podszedł do mnie mały chłopiec, miał jakieś 4-5 lat i zapytał, czy znam Matkę Bożą, czy wiem jak jest w niebie i czy mogę go tam zabrać? Mówił to z ogromnym przejęciem i nadzwyczaj poważnie. Gdy zacząłem mu o niebie opowiadać, ten z ogromną ciekawością zadawał coraz więcej pytań. Jego ciekawość i zainteresowanie niebem były przeogromne i jak dotąd w moim życiu niespotykane. Jest to też dla nas wszystkich znak, aby stać się jak dzieci, które nieustannie pytają i zarazem domagają się jak najszybszej odpowiedzi. Dzieci uczą nas, byśmy nieustannie zadawali pytania o nasze zbawienie, o naszą drogę ku Bogu”.

Katecheza na Kubie ma swoją specyfikę. Ks. Grzegorz postrzega ją inaczej niż w Polsce. Dlatego podsumowuje: „W Polsce, może bardziej liczymy na własne siły, a sukces uzależniamy od włożonego wysiłku w przygotowanie katechezy dla młodzieży lub dzieci. Tutaj na Kubie potrzeba o wiele więcej zaufania, że to Chrystus daje łaskę wiary. On działa w ludziach przez swojego Ducha i On jest ostatecznie ojcem początku wiary w każdym z nas. Dużo wiary i przekonanie, że Bóg przyszedł do prostaczków i malutkich, mnie osobiście uczy pokory, bo daje świadomość pracy z tymi, którzy w Ewangelii Chrystusowej zostali najbardziej wyróżnieni”.

Przez ten przekaz o katechezie nasz misjonarz katechizuje również i nas. Oto jego konkluzja, którą warto zapamiętać: „Szczerość i otwartość dzieci sprawia, że widzimy świat z innej strony. Jednak, żeby go w ten dziecięcy sposób postrzegać, trzeba mieć serce szczere, bezbronne i otwarte na bezinteresowną miłość Boga. Dzieci, dzięki katechezie, stają się małymi misjonarzami w swoich domach. Ich rodzice nieraz mają niewiele wspólnego z Kościołem. Ich kontakt z nim dokonuje się przez ich małe pociechy. Wielu jednak z nich widzi, że spotkanie ich dzieci z Bogiem przynosi dobro i zaczyna się przekonywać, że warto też pomyśleć o swoim życiu duchowym. To owocuje prośbą o udzielenie chrztu”.